Znasz to uczucie, kiedy po obejrzeniu całego serialu nie
wiesz co ze sobą zrobić, ponieważ tak wciągnąłeś się w fabułę i tak bardzo
polubiłeś bohaterów, że nie wyobrażasz sobie, iż następnego dnia już nie
dostarczysz sobie kolejnej porcji wydarzeń? "Stranger things" zdecydowanie
dostarcza tych emocji.
Serial zaczyna się bardzo sztampowo. Typowe, małe amerykańskie miasteczko ,w którym niewiele się dzieje. Jest grupka
chłopców mająca „swój” świat i nie do końca rozumiana przez innych, jest typowe
amerykańskie liceum, jest szeryf nękany przeszłymi wydarzeniami. Generalnie
problemy mieszkańców, a w szczególności licealistów sprowadzają się do tego, kto
pójdzie na piątkową imprezę. Brzmi trochę nudno i znajomo ? Nic bardziej
mylnego! Okazuje się, że ta stereotypowość, staje się tłem paranormalnych
wydarzeń.
W pierwszym odcinku Will wraca późnym wieczorem od swojego
przyjaciela Mike’a. Chłopiec znika, a w tym samym czasie, z niewiadomych
przyczyn w mieście pojawia się dziwnie wyglądająca dziewczynka. Ogolona głowa oraz
koszula nocna wskazują na to, iż prawdopodobnie skądś uciekła. Czy te dwa
zdarzenia mają ze sobą związek? Czy uda się odnaleźć Wille’a?
Stranger things jest jednym z seriali, które
ogląda się z zapartym tchem. Świetna muzyka budująca napięcie, zwroty
akcji. Odcinki zakończone w taki sposób, iż nie możesz się doczekać kolejnych .
Nie przypisywałabym tego serialu do kategorii horrorów, jednakże niektóre sceny
przyprawiają o gęsią skórkę. Blog nie powstał w celu spoilerowania,
dlatego nic więcej nie dodam. Sami musicie obejrzeć i przekonać się dlaczego "Stranger Things" stał się moim ulubieńcem.
UWAGA! Silnie uzależniający

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz